tablice elektryczne |meble metalowe |wesela kraków
„Z uczuciem prawdziwej ulgi opuszczaliśmy naszą norę. Uznałem, że będzie najlepiej nie nadużywać nadal gościnności pana kierownika i wymknąć się po angielsku. Gdyśmy sunęli pośpiesznym krokiem przez podwórko, zobaczyła nas przez okno pani kierownikowa i wezwała do kuchni na śniadanie.
Około godziny ósmej rano opuściliśmy Stryj. Na szosie do Korczyna panował ożywiony ruch motorowych pojazdów wszelkiego typu i rodzaju. Tuż za miastem spotkaliśmy wielkie samochody ciężarowe, wyładowane po brzegi literaturą propagandową. Parę broszurek podnieśliśmy z ziemi. Były one drukowane w języku ukraińskim. Jedna z nich zawierała życiorys Stalina, inne opiewały zasługi różnych działaczy Ukrainy sowieckiej. Odezwy i ulotki poza typowymi sloganami wojującego komunizmu zawierały chytre akcenty, schlebiające poczuciu narodowej odrębności ukraińskiej. Prawie wszystkie były utrzymane w tonie antypolskim. Całość rozwiniętej tak szybko i sprawnie machiny propagandowej nasuwała myśl, że inwazja Polski była przygotowywana planowo od dłuższego czasu.
Nie zdążyliśmy ujść nawet kilku kilometrów, gdy zaczął padać deszcz, który pokrył szybko nawierzchnię szosy warstwą białawego, rzadkiego błota. Coraz częściej zaczęły się trafiać czołgi najpierw pojedyncze, później całe kolumny pancerne ciągnęły z hałasem w stronę Stryja. Ich widok miał nam towarzyszyć przez cały czas późniejszej wędrówki, aż do chwili, gdy opuściwszy główne szlaki, zboczyliśmy na górskie bezdroża. Stan czołgów sowieckich stanowił dla mnie do pewnego stopnia niespodziankę. Były one utrzymane porządnie, na poziomie wysokiej sprawności marszowej. Na całej przestrzeni od Stryja do Doliny widzieliśmy tylko dwie maszyny, które ugrzęzły na szosie z powodu defektu w motorach.“(1)
Z uczuciem prawdziwej ulgi
„Z uczuciem prawdziwej ulgi opuszczaliśmy naszą norę. Uznałem, że będzie najlepiej nie nadużywać nadal gościnności pana kierownika i wymknąć się po angielsku. Gdyśmy sunęli pośpiesznym krokiem przez podwórko, zobaczyła nas przez okno pani kierownikowa i wezwała do kuchni na śniadanie.
Około godziny ósmej rano opuściliśmy Stryj. Na szosie do Korczyna panował ożywiony ruch motorowych pojazdów wszelkiego typu i rodzaju. Tuż za miastem spotkaliśmy wielkie samochody ciężarowe, wyładowane po brzegi literaturą propagandową. Parę broszurek podnieśliśmy z ziemi. Były one drukowane w języku ukraińskim. Jedna z nich zawierała życiorys Stalina, inne opiewały zasługi różnych działaczy Ukrainy sowieckiej. Odezwy i ulotki poza typowymi sloganami wojującego komunizmu zawierały chytre akcenty, schlebiające poczuciu narodowej odrębności ukraińskiej. Prawie wszystkie były utrzymane w tonie antypolskim. Całość rozwiniętej tak szybko i sprawnie machiny propagandowej nasuwała myśl, że inwazja Polski była przygotowywana planowo od dłuższego czasu.
Nie zdążyliśmy ujść nawet kilku kilometrów, gdy zaczął padać deszcz, który pokrył szybko nawierzchnię szosy warstwą białawego, rzadkiego błota. Coraz częściej zaczęły się trafiać czołgi najpierw pojedyncze, później całe kolumny pancerne ciągnęły z hałasem w stronę Stryja. Ich widok miał nam towarzyszyć przez cały czas późniejszej wędrówki, aż do chwili, gdy opuściwszy główne szlaki, zboczyliśmy na górskie bezdroża. Stan czołgów sowieckich stanowił dla mnie do pewnego stopnia niespodziankę. Były one utrzymane porządnie, na poziomie wysokiej sprawności marszowej. Na całej przestrzeni od Stryja do Doliny widzieliśmy tylko dwie maszyny, które ugrzęzły na szosie z powodu defektu w motorach.“(1)
| Mieszkańcy przygotowując się >>>>